Sympatyczna kawiarnia, pełna niemieckich książek .
Niżej inna restauracyjka ze smacznym jedzeniem, gdzie ku naszemu zdziwieniu ludzie mogli palić przy stolikach...
Męski zakład fryzjersko-golarski. Bardzo wielu mężczyzny nosi tu brody.
Kolejna przyjemna kawiarnia. Zjawiła się przed nami jak oaza na pustyni, kiedy byłyśmy mocno zmęczone chodzeniem krętymi uliczkami pod górę...
...a gofry były najlepsze jakie jadłyśmy w życiu, ten Emilki był z górą Nutelli na wierzchu, dla mnie to za dużo słodkości - Lidka zamówiła z cukrem pudrem i ten był wspaniały. Do tego domowa lemoniada.
Poniżej widać wnętrze dużego starego budynku, w którym były stoiska z różnymi ładnymi rzeczami. Uległam czarowi tego miejsca i kupiłam sobie sukienkę jakiejś portugalskiej projektantki. Wpadła mi w oko od razu i nie byłą wcale na szczęście droga.
Na dole na środku była restauracja. Bardzo przyjemny cały ten dom.
Trafiłyśmy też ku radości Lidki na plac zabaw na ładnym skwerze z parkiem. Musi być jakaś nagroda za wielogodzinne chodzenie po mieście prawie bez marudzenia...Wcześniej byłyśmy w dziwnym ale ciekawym sklepie z rybami, jednak jakoś niezręcznie było mi robić tam zdjęcie, więc go niestety nie pokażę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz