Koniec listopada przyniósł mi pracę, od piątku ponownie pracuję w banku, tym razem chyba trochę dłużej ale to się jeszcze okaże. Dni coraz krótsze, więc kiedy wychodzę z pracy to już jest całkiem ciemno. Za to w Monaco jest mnóstwo świateł wszędzie, które są odbijane od błyszczących luksusowych samochodów, widocznych na każdym kroku.
Co roku, na przełomie listopada i grudnia w Monaco odbywa się festiwal jazzowy. Czasem uda nam się obejrzeć jakiś koncert na żywo. Jest to zawsze przyjemne wydarzenie, bo występy mają miejsce w operze, w sali która choć niezbyt duża , zadziwia przepychem i ja gdy tam jestem to czuję się jakbym uczestniczyła w przedstawieniu « Upiór w Operze « albo cofnęła się w czasie. Przed właściwym koncertem w lobby przyjemnie gra mały zespół jazzowy, można się czegoś napić i podziwiać ciekawe wnętrza budynku kasyna, w którym mieści się też opera. Tegoroczny koncert był ciekawy, dwa różne zespoły, dużo głośnej muzyki, bardziej lub mniej jazzowej. Nie był niestety tak dobry jak ten za pierwszym razem, gdy występowała Melody Gardot i był to najlepszy koncert na jakim byłam w życiu, ale też było przyjemnie.
No i wszędzie już udekorowane choinki…







