wtorek, 25 listopada 2025

Już za chwilę grudzień

 Koniec listopada przyniósł mi pracę, od piątku ponownie pracuję w banku, tym razem chyba trochę dłużej ale to się jeszcze okaże. Dni coraz krótsze, więc kiedy wychodzę z pracy to już jest całkiem ciemno. Za to w Monaco jest mnóstwo świateł wszędzie, które są odbijane od błyszczących luksusowych samochodów, widocznych na każdym kroku.

Co roku, na przełomie listopada i grudnia w Monaco odbywa się festiwal jazzowy. Czasem uda nam się obejrzeć jakiś koncert na żywo. Jest to zawsze przyjemne wydarzenie, bo występy mają miejsce w operze, w sali która choć niezbyt duża , zadziwia przepychem i ja gdy tam jestem to czuję się jakbym uczestniczyła w przedstawieniu « Upiór w Operze « albo cofnęła się w czasie. Przed właściwym koncertem w lobby przyjemnie gra mały zespół jazzowy, można się czegoś napić i podziwiać ciekawe wnętrza budynku kasyna, w którym mieści się też opera. Tegoroczny koncert był ciekawy, dwa różne zespoły, dużo głośnej muzyki, bardziej lub mniej jazzowej. Nie był niestety tak dobry jak ten za pierwszym razem, gdy występowała Melody Gardot i był to najlepszy koncert na jakim byłam w życiu, ale  też było przyjemnie.








No i wszędzie już udekorowane choinki…

czwartek, 13 listopada 2025

Czerwone sukienki

Kiedy pracowałam w Pałacu tego lata, jedna z moich przełożonych zrobiła nam kilka ładnych zdjęć, które były potrzebne do pewnej prezentacji. Również w ostatnim dniu pracy, ta sama osoba przyniosła swój aparat i zrobiła nam kilka ładnych ujęć na pamiątkę, przy Pałacu i podczas pożegnalnej kolacji w restauracji w Monako. Mam nadzieję, że nie ma ona nic przeciwko temu, że umieszczę tutaj kilka z tych fotografii. Ja na każdej z nich w czerwonej sukience.









poniedziałek, 10 listopada 2025

Jestem!

 Tyle czasu mnie tu nie było! Ale jestem, wróciłam, chyba zawsze będę wracać. Po prostu czasami jakoś nie totalnie nie wiem co bym tu mogła napisać … 

Odszedł od nas mój wierny czytelnik i potrzebowałam trochę czasu, żeby myśl o blogu automatycznie nie przywoływała tej smutnej sytuacji… Wciąż to się dzieje ale stwierdziłam, że spróbuję. 

U nas życie toczy się po staremu. Skończyły się ferie jesienne, Emi z powrotem w Paryżu, Lidka ponownie ma zajęcia. Ja popracowałam kilka dni w banku ( tym co kiedyś), jestem również przyjęta żeby być zastępcą (od czasu do czasu) w innym banku. Dobrze, bo lubię chodzić do pracy, nawet jeśli trzeba wcześnie wstawać i daleko jechać pociągiem…lubię być między ludźmi. 

Wraz z listopadem przyszły ciemne wieczory i od razu czuć że nadchodzi przedświąteczny czas, który niezmiennie, każdego roku sprawia mi przyjemność. Mam różne przemyślenia ostatnio i po raz kolejny dotarło do mnie, że życie i zdrowie jest bardzo kruche więc trzeba się cieszyć, że się je ma i korzystać z każdej chwili. Spędzać przyjemnie czas, kupić sobie w końcu to futro (sztuczne) co zawsze mi się podobało, czerpać radość z tego co przynosi każdy dzień i dbać o siebie, żeby było to wszystko możliwe. To wszystko jest oczywiste ale łatwo o tym zapomnieć w codziennej jeździe na autopilocie, więc przypominam sobie i tobie, mój czytelniku i czytelniczko.

To na dzisiaj koniec, postaram się nie robić już tak długich przerw w pisaniu… a na zdjęciach listopadowy Sopot (najpiękniejszy).