Tyle czasu mnie tu nie było! Ale jestem, wróciłam, chyba zawsze będę wracać. Po prostu czasami jakoś nie totalnie nie wiem co bym tu mogła napisać …
Odszedł od nas mój wierny czytelnik i potrzebowałam trochę czasu, żeby myśl o blogu automatycznie nie przywoływała tej smutnej sytuacji… Wciąż to się dzieje ale stwierdziłam, że spróbuję.
U nas życie toczy się po staremu. Skończyły się ferie jesienne, Emi z powrotem w Paryżu, Lidka ponownie ma zajęcia. Ja popracowałam kilka dni w banku ( tym co kiedyś), jestem również przyjęta żeby być zastępcą (od czasu do czasu) w innym banku. Dobrze, bo lubię chodzić do pracy, nawet jeśli trzeba wcześnie wstawać i daleko jechać pociągiem…lubię być między ludźmi.
Wraz z listopadem przyszły ciemne wieczory i od razu czuć że nadchodzi przedświąteczny czas, który niezmiennie, każdego roku sprawia mi przyjemność. Mam różne przemyślenia ostatnio i po raz kolejny dotarło do mnie, że życie i zdrowie jest bardzo kruche więc trzeba się cieszyć, że się je ma i korzystać z każdej chwili. Spędzać przyjemnie czas, kupić sobie w końcu to futro (sztuczne) co zawsze mi się podobało, czerpać radość z tego co przynosi każdy dzień i dbać o siebie, żeby było to wszystko możliwe. To wszystko jest oczywiste ale łatwo o tym zapomnieć w codziennej jeździe na autopilocie, więc przypominam sobie i tobie, mój czytelniku i czytelniczko.
To na dzisiaj koniec, postaram się nie robić już tak długich przerw w pisaniu… a na zdjęciach listopadowy Sopot (najpiękniejszy).


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz